W sumie jeżdżę tymi samymi trasami cały czas, no, ale co poradzić, skoro moje życie oparte jest na pracy, szkole i wizytach u D.
Tym razem trasa z domu do pracy i z powrotem. Cały czas asfalt, czasem wskakuję na ścieżkę, czy chodnik żeby trochę nadrobić w korach.
Trasa wygląda następująco: Madalińskiego, Wołoska, Domaniewska, I piętro bud. Platinium, rower do pokoju CCB (z klimatyzacją, także ma tam bardzo komfortowe warunki postoju, a nie jakiś kawałek metalowej rury pod chmurką. A co, trzeba dbać o swój sprzęt;)), a ja do TS, 8 godzin w pracy i z powrotem do domu:) A tam rower stoi sobie na dywanie koło łóżka, więc w każdej chwili może pójść spać;)
I kolejna trasa, która będzie się często przewijać przez ten blog, czy jakkolwiek to się ma nazywać...
W sumie prosta i fajna trasa, częściowo po asfalcie (Waszyngtona, Marszałkowska, Madalińskiego, Wołoska), a częściowo przez parki i ścieżki, zwłaszcza w okolicach Pola Mokotowskiego. Poza tym nic szczególnego. Ładna pogoda, Wisła ładna, wszystko ładne, tylko kierowcy samochodów wciąż zostawiają mózgi w domu!
Kolejna wycieczka do D. To raczej będzie moja stała trasa podróży :) W sumie nic się nie działo, tylko trzeba uważać na warszafskich kierofcuf... Niestety, nie wszyscy korzystają z mózgu prowadząc samochód, a Bóg dał go każdemu...
Tu już mogę napisać na 100%, że to był przejazd z mieszkania do D. Ścigałem się z autobusem i okazało się, że zajęło mi to 17 minut, a autobusowi 25 :) Nie jest źle!
Poza tym jeżdżenie w stronę Centrum przez Most Poniatowskiego to istna katorga, zwłaszcza po południu. Tak mocny wiatr w twarz zmniejsza prędkość o 5km/h... Ale jest to moje nowe wyzwanie, któremu staram się za każdym razem sprostać. Może po prostu warto kupić jakieś obcisłe lekkie wdzianko:), ale i tak najważniejsze będzie to żeby dobrze rozłożyć siły :)
Tak naprawdę to żaden "first" po prostu tyle przejechałem kilometrów zanim zdążyłem znaleźć tą/tę stronę. Składa się na to przyjazd z Broniewskiego, z miejsca narodzin mojej Meridy do mieszkania na Niepodległości. Poza tym kilka przejazdów z mieszkania do D. I tak w sumie pojawiło się pierwsze 137km.
Cheers!
P.S. No i oczywiście pobiłem tuta swój rekord prędkości:) Ponad 50:) Ale dam radę więcej, tylko trzeba kawałek prostego asfaltu i ciszy na ulicach. Poza tym w trakcie tej jazdy miałem lekko pokrzywione obręcze, także teraz, po remoncie powinno być koło 60! To moje kolejne wyzwanie na ten sezon! Ot, co!