Polecieliśmy sobie dzisiaj z moim ziomem, Kamilem, który ostatnio u mnie przebywa, taką oto wycieczkę :GMAPS
Okazało się, że trasa była całkiem przyjemna, zwłaszcza odcinek nad Wisłą, kampus UKSW, obrzeża Starego Miasta, i nawet nie bardzo męcząca. Odwiedziłem wreszcie miejsca w Warszawie, w których nigdy nie byłem, wykorzystaliśmy na maksa ostatnie ciepłe dni, więc tym bardziej cieszę się z odbytej podróży.
Poruszaliśmy się z "lajtową" prędkością, no bo gdzie mieliśmy się spieszyć, dzięki temu możliwe było również zwiedzanie w trakcie podróży.
Pierwsza wycieczka z nowym amortyzatorem. Po miesiącach czytania i przeszukiwania internetu w poszukiwaniu "tego jedynego" wybór padł na Epicona firmy SR Suntour. Firma bez rewelacji, szczególnie dobra i pożądana przez probikerów nie jest, ale jak na moje potrzeby, to amor jest rewelacyjny! Póki co jeszcze nie jest skonfigurowany tak jak ma być, bo nie założyłem dotychczas manetki do blokady skoku i przy składaniu roweru upuściłem z niego za dużo powietrza, więc teraz strasznie pompuje, ale za to dobrze wybiera nierówności. Poza tym rower wygląda o wiele lepiej niż ze starym wysłużonym i beznadziejnym RST.
Całość prezentuje się tak:
Zdjęcie nie jest najwyższych lotów, ale póki co lepszego nie mam. Jak tylko uda mi się coś ciekawszego pstryknąć, to dam znać:)
Dzisiaj pojechałem rowerem do pracy, standardową trasą. Natomiast po pracy w podróży do domu towarzyszyła mi Kasia, która wyciągnęła mnie na wycieczkę do warzywniaka na drugi koniec Warszawy:) Czyli do Hali Mirowskiej :)
To było bardzo miło spędzone popołudnie, jeszcze raz dziękuję :)
Od dziś noce stały się krótkie, a weekend powinien mieć 7 dni! Tryb SP ssie po całości, nuda, nuda, nuda, nuda... AI przeciwników na poziomie dziecka, żadnej radości.
Natomiast MP... Zabrakłoby mi chyba słów! Już wiem co to jest uzależnienie od komputera, to znaczy już wcześniej wiedziałem, ale teraz to wreszcie odczuwam :)
Trasa bardzo przyjemna, szybko, bo jak zwykle cały czas asfalt. Niestety przerwy w jeżdżeniu dają się we znaki, po pierwszej połowie trasy moje nogi dopiero się obudziły i można było spokojnie kręcić na poziomie 28-30km/h. O taka: Trasa
Na sam koniec, pod domem niemalże pozwoliłem sobie na małe szaleństwo i pościg za Cinquecento. Trzeba znać swoją wartość, z byle kim się nie ścigam :)